Czar prysł

 posty: 1 |
Ach Galindia, Galindia
W tym roku (2011) wybraliśmy się z mężem na wakacje sentymentalne po Mazurach. Zaplanowaliśmy odwiedzenie miejsc, które często wspominamy, miejsc z których przywieźliśmy wspomnienia, które zostaną z nami na całe nasze życie. Towarzyszką podróży była nasza córeczka, której chcieliśmy pokazać te wszystkie cuda.
Na naszej wspomnieniowej trasie była Galindia, postanowiliśmy tu zjeść obiad, a na deser może jakieś lody, kawa.
Dawniej
Gościliśmy w niej tak dawno, że aż strach szukać w pamięci ile lat upłynęło.
Pora roku i czas nie sprzyjał wówczas wypadom, było zimno, mokro, popadywał śnieg, choć padać już nie powinien a na jeziorach utrzymywał się jeszcze lód.
Jechaliśmy do Galindii dług,o po leśnej rozmiękłej drodze, powoli tracąc nadzieję,
że dojedziemy dokądkolwiek. Wzajemnie skrywaliśmy myśl, a może jednak zawrócić.
Wyjechaliśmy wreszcie na polanę, między drzewami stał dom. Taki jaki każdy kochający zieleń, ciszę i święty spokój chciałby mieć na własność.
Weszliśmy do środka, omijając leżące na schodach piękne, ogromne psy, których nasze przybycie w ogóle nie zajmowało. W halu pachniało świeżym drewnem, już było pięknie.
Dostaliśmy klucze do pokoju „...jak chcecie to je weźcie, ale wszystkie pokoje są pootwierane, jesteście jedynymi gośćmi”.
Przywitał nas przestronny pokój z pięknym widokiem i przestroga „...tylko uważajcie, bo są drzwi na taras, ale tarasu jeszcze nie ma, a to dość wysoko”.
Było zimno, ale z drugiej strony było tak bajkowo, że zupełnie nam to nie przeszkadzało. Na noc dostaliśmy piecyki i dodatkowe koce.
W jadalni byliśmy sami z panią kucharką, oj Ona to nas rozpieszczała: „...to co wam zrobić na obiad, o której przyjdziecie, jakby coś wam wypadło to poczekam”.
Na śniadania mieliśmy schodzić jak się dobrze wyśpimy, no bo przyjechaliśmy na odpoczynek.
W tym czasie budowały się owiane tajemnicą groty. Czasami nieśmiało udawało się nam coś podejrzeć.
Na odjezdnym gospodarze opowiedzieli nam kilka anegdot o Galindii i jej gościach o dawnych czasach i życiu ludzi w skórach.
Było tak, że ... ach trudno uwierzyć, że tak było!
Lipiec 2011
Jedziemy przez las, droga leśna, ale jakże inna od tej dawnej w dużej części wyasfaltowana. Nie jesteśmy sami na drodze. Mijają nas różne samochody. Jesteśmy już blisko, ale co to? Korek? W lesie? Wychodzić z samochodu się nie chce, bo oczywiście siąpi deszcz. Czekamy chwile, dłuższą chwilę i ...to niemożliwe, idzie w kierunku samochodów pani i sprzedaje ...bilety na wjazd na teren hotelu po 10 zł za osobę.
Mówię po co przyjechaliśmy „...to nie ma znaczenia, że jedziecie Państwo na obiad zapłacić trzeba, bo są atrakcje.
A jakie? ...no różne i za ich oglądanie się płaci.”
Moje uwagi
Nie wjechaliśmy i nie chodziło tu o te 10 zł od osoby, po prostu wszystko ma swoje granice. (Tak trzeźwo licząc, w restauracji, z pewnością wydałabym znacznie więcej. Ale to już nie moja kalkulacja)
Czy jakieś granice znają właściciele obiektu, którzy już tak na wszystkim chcą robić „kasę”, że zapomnieli, iż było to miejsce magiczne, że nie zauważyli, że zjadła ich komercja?
Acha ! proszę poczytać na forach opinie osób „związanych od środka” z Galindią.
Bardzo ciekawa lektura i pocieszająca, że nie tylko ja się”czepiam”.
Podsumowanie
Bywałam, bywam tu i tam w różnych miejscach. Ciekawych i nieciekawych, ładnych i mniej ładnych. W takich w których można dobrze zjeść lub coś przekąsić. Odpocząć lub przenocować. Gdzie wśród historii, architektury czy krajobrazu znajduje się, tak zwyczajnie kawiarnia, restauracja, jakiś bar. I nikt nie ma zamiaru odebrać nam dobrego nastroju pobieraniem opłaty za rozglądanie się wokoło.
To tak jakbyśmy szli z przyjaciółmi, na kawę, do Bristolu i przechodząc przez secesyjne wnętrza musieli zapłacić portierowi za bilet, lub idąc z dzieckiem na niedzielne lody do Łazienek Królewskich wykupić kartę wstępu.
No i myślę, że jednak nie powinniśmy porównywać tych miejsc.
Prośba
Kochani, nie wracajcie do miejsc niezwykłych!
Żyjcie wspomnieniami, bo czar może prysnąć i nie będziecie mieli o czym myśleć siedząc w wygodnym fotelu w ciepłych kapciach na zmęczonych, minionymi wędrówkami nogach.
|